Rohlig

CIEMNA STRONA SPRZEDAŻY

przez admin

Pieniądze uciekają. Ulice i drogi się korkują. Rosną koszty. Wszystko przez źle określone cele sprzedażowe.

Szczyty przewozowe kosztują. A części z nich można uniknąć. Podczas tegorocznego Forum Polskich Menedżerów Logistyki zostanie upubliczniony raport przygotowany w ramach akcji „Szczyty kosztują".

W ostatnich kilku dniach każdego miesiąca na polskie drogi wyjeżdża ponad dwukrotnie więcej samochodów ciężarowych niż w pozostałe. Szczyty w transporcie drogowym na koniec miesiąca są w Polsce powszechne, a branże, które napędzają zjawisko, to przede wszystkim te, które dostarczają swoje towary do sieci handlowych. Kierunek rozwoju rynku handlowego w Polsce jest jednoznaczny i przewidywalny. Przez co najmniej lalka lat sieci mniejsze i większe, krajowe i zagraniczne, będą się nadal rozwijały. Można się jednak spodziewać, że w związku z tym samochodów na naszych drogach będzie na koniec miesiąca coraz więcej.

Poziom zła

Szczyty mają negatywne skutki w skali makro. To przede wszystkim zwiększony ruch na drogach, którego konsekwencje to m.in korki, a w konsekwencji większe ryzyko wypadków i szkodliwe oddziaływanie na środowisko.

- Przedsiębiorstwa i ich szefowie logistyki borykają się z wyzwaniami związanymi ze szczytami. Wzmożone zapotrzebowanie sprawia, że na koniec miesiąca jest za mało dostępnych środków transportu. Jego ceny więc rosną. Piętrzące się zamówienia powodują opóźnienia w dostawach, brald i błędy, a w związku z nieraz chaotycznym przygotowywaniem wysyłek, także uszkodzenia towarów - opowiada Wojciech Weiss, partner Graphene Partners, ekspert akcji „Szczyty kosztują".

Oprócz mierzalnych niekorzystnych efektów szefowie logistyki obserwują też negatywny wpływ szczytów na funkcjonowanie ich działów.

Powtarzająca się z miesiąca na miesiąc praca w stresie, w nadgodzinach oraz nieosią-ganie celów wydajnościowych skutkują obniżoną motywacją. Zwiększa się rotacja pracowników. Problemem jest również nieprzewidywalność skali szczytów. Zdarza się, że pracownicy działu logistyki potrzebują 2-3 dni pracy w trakcie szczytu, żeby wejść na „szczytowe obroty" i sprawniej obsługiwać zwiększony potok towarów - opowiada Wojciech Weiss.

Metoda na szczyt

Przyczyny szczytów leżą raczej poza działami logistyki.

- Nie znaczy to jednak, że logistycy nie mogą mieć wpływu na zwiększenie komfortu pracy swoich pracowników, na obniżenie kosztów, przeciwdziałanie zatorom drogowym. Wymaga to jednak zaangażowania działów handlowych i klientów. Być może również operatorów logistycznych - uważa Wojciech Weiss.

Szefowie logistyki często podejmują mniej lub bardziej sensowne działania, które mają ograniczyć uciążliwość szczytów. Niestety, efekty nie są zadowalające. Jednym ze sposobów jest wprowadzanie systemów rabatowych, które nakłaniają klientów do rozłożenia zakupów w czasie.

- Rzadko jednak rabaty logistyczne są na tyle atrakcyjne, żeby znacząco wpływały na ograniczenie szczytów. Skuteczniejsze jest wypracowanie rutyny współpracy z działem handlowym, której istotą dla logistyków jest lepsze zrozumienie wymagań rynku i klientów. Taka współpraca pozwala lepiej się przygotować do obsługi szczytów - dodaje Wojciech Weiss.

Rzadsze, choć jeszcze skuteczniejsze, jest wspólne angażowanie się logistyków, handlowców i - co ważne - klientów w lepsze zrozumienie wzajemnych oczekiwań i możliwości.

W walce o obniżenie szczytów ważny jest jeszcze jeden uczestnik łańcucha dostaw - operator logistyczny. Czy ma w tym jednak jakiś interes?

Dlaczego nie. Operatorzy, chcąc zaspokajać potrzeby klientów, również muszą dostosowywać swoje działania do szczytów. Angażują tym­czasowe zasoby i zapasowych przewoźników do obsługi zwiększonego zapotrzebowania pod koniec miesiąca, co powoduje zwiększenie także ich kosztów. Szczyty kosztują wszystkich, chwała więc temu, kto przełamie bariery i zainicjuje zmiany - mówi Wojciech Weiss.

 

Artykuł ukazał się w Pulsie Biznesu 18 września 2014. Wypowiedzi udzielił Wojciech Weiss, Partner w Graphene Partners

Wróć